
Prof. dr hab. n. med. Cezary Szczylik
Rozmowa z prof. dr hab. n. med. Cezarym Szczylikiem, kierownikiem Kliniki Onkologii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, Prezydentem Fundacji Onkologii Doświadczalnej i Klinicznej.
Czy w Polsce rak nerki jest wykrywany wcześnie?
Odnotowujemy coraz więcej przypadków wykrywanych wcześnie, nadal jednak dominują duże guzy rozpoznane późno. Trudno szukać winnych, bo jasnokomórkowy rak nerki (najczęstsza postać choroby, ok. 85 proc. rozpoznań) rośnie bezobjawowo w obrębie jamy brzusznej i we wstępnych fazach nie daje żadnych objawów. Poza tym, jest to jeden z dwóch nowotworów immunogennych (obok czerniaka), co oznacza, że układ odpornościowy niejako toleruje obecność rosnącego guza. Najczęściej jest on wykrywany przypadkowo, np. przy okazji badania usg.
Jeszcze 10 lat temu praktycznie nie operowano rozsianego raka nerki. Dzisiaj, m.in. dzięki współpracy z urologami, usuwanie nerki wraz z guzem stało się standardem. Czasami możemy usunąć tylko sam guz, pozostawiając nerkę. To bardzo korzystna sytuacja dla chorego, bo nowotwór może się pojawić w drugiej nerce. I jeśli okaże się, że trzeba ją usunąć, wówczas ta ocalona nerka jest „prezentem”, bo życie bez nerek nie jest możliwe, chory staje się zależny od dializoterapii.
Co jest przyczyną tego nowotworu?
Przyczyny powstawania wszystkich nowotworów są bardzo złożone. W celu ich znalezienia prowadzi się intensywne prace. Wystarczy wspomnieć o światowych badaniach nad sekwencjonowaniem genomu raka. Kilka lat temu opublikowano w Nature dane dotyczące genomów niedrobnokomórkowego raka płuc oraz czerniaka. I okazało się, że w każdym
z tych nowotworów naliczono po około 30 tysięcy zmian. To obrazuje skalę problemu! Prawdopodobnie na poziomie molekularnym zachodzą zjawiska charakterystyczne nie tylko dla określonego rodzaju nowotworu, ale i dla każdego pacjenta. Do niedawna nawet nie śmieliśmy marzyć o takiej wiedzy.
Jak tę wiedzę wykorzystuje się w praktyce?
Dzięki badaniom naukowym wprowadza się nowe leki. Tak było m.in. w przypadku odkrycia kompleksu HIV ( nie mylić z chorobą! ), czyli mechanizmu chroniącego komórkę przed brakiem tlenu. Aby go zdobyć, nowotwór wysyła sygnały do otaczających go komórek. Efektem jest wzrost naczyń odżywiających nowotwór i sprzyjających jego rozwojowi (tak więc stwierdzenie, że raka da się zagłodzić to mit!). Zaobserwowanie tego fenomenu stało się powodem poszukiwań cząsteczek, które mogłyby ten rozwój hamować. Mój zespół był jednym z pierwszych na świecie, które brały udział w badaniach klinicznych nad tymi cząsteczkami i siedem lat temu zostaliśmy współautorami pierwszych publikacji o pojawieniu się pierwszych aktywnych cząsteczek w leczeniu rozsianego raka nerki. Potem przyszły kolejne leki i dzisiaj mamy ich już blisko dziesięć.
Jak leczy się u nas ten rodzaj nowotworu?
Najlepszy scenariusz dla pacjenta wygląda tak, że w jednej nerce wykrywamy pojedynczy guz, który można zoperować, i nie ma przerzutów. Zabieg chirurgiczny może wtedy uratować życie. Problemem jest ta grupa pacjentów, która trafia do nas z chorobą rozsianą. Ci chorzy są również operowani i leczeni. Nie jesteśmy jednak w tak dobrej sytuacji jak większość krajów europejskich, gdzie wachlarz leków stosowanych przy rozsianym jasnokomórkowym raku nerki jest trzykrotnie większy niż u nas. Jeśli chodzi o dostępność do nowych terapii, jesteśmy na przedostatnim miejscu w Europie. Do wielu leków nadal nie mamy dostępu albo jest on ograniczony. Czas podwojenia wielkości nowotworu jest u nas dwukrotnie pomnażany czasem oczekiwania na opinię urzędnika. W ten sposób tracimy tysiące chorych.
Na szczęście do naszej dyspozycji otrzymamy kolejny lek pierwszej linii poszerzający zakres leczenia chorych z rozsianym rakiem nerki, który uzyskał pozytywną opinię Agencji Oceny Technologii Medycznych. To pazopanib. Badania porównujące pazopanib do refundowanego już sunitynibu wykazały ich podobną efektywność. Dodać też należy stosunkowo niską toksyczność nowego preparatu i jego lepszą tolerancję (*). Nie znaczy to, że chory musi być leczony pazopanibem. O tym decyduje lekarz, mając na uwadze dobro konkretnego pacjenta.
Czy widzi Pan szansę na poprawę sytuacji chorych w naszym kraju?
Tak. Rak nerki jest na 7. miejscu wśród przyczyn zgonów Polaków. To nowotwór całkowicie wyleczalny, jeżeli zostanie wcześnie wykryty. Można to osiągnąć stosunkowo niedużymi środkami – badanie usg jamy brzusznej zlecone przez lekarza pierwszego kontaktu kosztuje 50 zł. A miesiąc leczenia nowoczesnymi lekami onkologicznymi, np. inhibitorami kinaz, to kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Nawet gdyby wykonywano dziesięć razy więcej badań usg niż obecnie, i tak by się to opłaciło. Jestem więc za wprowadzaniem mechanizmów biznesowych sprzyjających wykrywaniu nowotworów. Tylko to może spowodować realne zmniejszenie ich liczby w fazie zaawansowania.
Dziękujemy za rozmowę.
* W ostatnim czasie opublikowano wyniki dwóch badań – PISCES i COMPARZ – porównujące pazopanib do sunitynibu. W pierwszym określano tolerancję leczenia i preferencje chorych (70 proc. pacjentów wybrałoby pazopanib, a 22 proc. sunitynib). Drugie oceniało bezpieczeństwo, tolerancję i skuteczność leczenia. Okazało się, że pazopanib jest lepiej tolerowany, ma inny profil działań niepożądanych, a przy tym jest nie gorszy niż sunitynib.
Czy w Polsce rak nerki jest wykrywany wcześnie?
Odnotowujemy coraz więcej przypadków wykrywanych wcześnie, nadal jednak dominują duże guzy rozpoznane późno. Trudno szukać winnych, bo jasnokomórkowy rak nerki (najczęstsza postać choroby, ok. 85 proc. rozpoznań) rośnie bezobjawowo w obrębie jamy brzusznej i we wstępnych fazach nie daje żadnych objawów. Poza tym, jest to jeden z dwóch nowotworów immunogennych (obok czerniaka), co oznacza, że układ odpornościowy niejako toleruje obecność rosnącego guza. Najczęściej jest on wykrywany przypadkowo, np. przy okazji badania usg.
Jeszcze 10 lat temu praktycznie nie operowano rozsianego raka nerki. Dzisiaj, m.in. dzięki współpracy z urologami, usuwanie nerki wraz z guzem stało się standardem. Czasami możemy usunąć tylko sam guz, pozostawiając nerkę. To bardzo korzystna sytuacja dla chorego, bo nowotwór może się pojawić w drugiej nerce. I jeśli okaże się, że trzeba ją usunąć, wówczas ta ocalona nerka jest „prezentem”, bo życie bez nerek nie jest możliwe, chory staje się zależny od dializoterapii.
Co jest przyczyną tego nowotworu?
Przyczyny powstawania wszystkich nowotworów są bardzo złożone. W celu ich znalezienia prowadzi się intensywne prace. Wystarczy wspomnieć o światowych badaniach nad sekwencjonowaniem genomu raka. Kilka lat temu opublikowano w Nature dane dotyczące genomów niedrobnokomórkowego raka płuc oraz czerniaka. I okazało się, że w każdym
z tych nowotworów naliczono po około 30 tysięcy zmian. To obrazuje skalę problemu! Prawdopodobnie na poziomie molekularnym zachodzą zjawiska charakterystyczne nie tylko dla określonego rodzaju nowotworu, ale i dla każdego pacjenta. Do niedawna nawet nie śmieliśmy marzyć o takiej wiedzy.
Jak tę wiedzę wykorzystuje się w praktyce?
Dzięki badaniom naukowym wprowadza się nowe leki. Tak było m.in. w przypadku odkrycia kompleksu HIV ( nie mylić z chorobą! ), czyli mechanizmu chroniącego komórkę przed brakiem tlenu. Aby go zdobyć, nowotwór wysyła sygnały do otaczających go komórek. Efektem jest wzrost naczyń odżywiających nowotwór i sprzyjających jego rozwojowi (tak więc stwierdzenie, że raka da się zagłodzić to mit!). Zaobserwowanie tego fenomenu stało się powodem poszukiwań cząsteczek, które mogłyby ten rozwój hamować. Mój zespół był jednym z pierwszych na świecie, które brały udział w badaniach klinicznych nad tymi cząsteczkami i siedem lat temu zostaliśmy współautorami pierwszych publikacji o pojawieniu się pierwszych aktywnych cząsteczek w leczeniu rozsianego raka nerki. Potem przyszły kolejne leki i dzisiaj mamy ich już blisko dziesięć.
Jak leczy się u nas ten rodzaj nowotworu?
Najlepszy scenariusz dla pacjenta wygląda tak, że w jednej nerce wykrywamy pojedynczy guz, który można zoperować, i nie ma przerzutów. Zabieg chirurgiczny może wtedy uratować życie. Problemem jest ta grupa pacjentów, która trafia do nas z chorobą rozsianą. Ci chorzy są również operowani i leczeni. Nie jesteśmy jednak w tak dobrej sytuacji jak większość krajów europejskich, gdzie wachlarz leków stosowanych przy rozsianym jasnokomórkowym raku nerki jest trzykrotnie większy niż u nas. Jeśli chodzi o dostępność do nowych terapii, jesteśmy na przedostatnim miejscu w Europie. Do wielu leków nadal nie mamy dostępu albo jest on ograniczony. Czas podwojenia wielkości nowotworu jest u nas dwukrotnie pomnażany czasem oczekiwania na opinię urzędnika. W ten sposób tracimy tysiące chorych.
Na szczęście do naszej dyspozycji otrzymamy kolejny lek pierwszej linii poszerzający zakres leczenia chorych z rozsianym rakiem nerki, który uzyskał pozytywną opinię Agencji Oceny Technologii Medycznych. To pazopanib. Badania porównujące pazopanib do refundowanego już sunitynibu wykazały ich podobną efektywność. Dodać też należy stosunkowo niską toksyczność nowego preparatu i jego lepszą tolerancję (*). Nie znaczy to, że chory musi być leczony pazopanibem. O tym decyduje lekarz, mając na uwadze dobro konkretnego pacjenta.
Czy widzi Pan szansę na poprawę sytuacji chorych w naszym kraju?
Tak. Rak nerki jest na 7. miejscu wśród przyczyn zgonów Polaków. To nowotwór całkowicie wyleczalny, jeżeli zostanie wcześnie wykryty. Można to osiągnąć stosunkowo niedużymi środkami – badanie usg jamy brzusznej zlecone przez lekarza pierwszego kontaktu kosztuje 50 zł. A miesiąc leczenia nowoczesnymi lekami onkologicznymi, np. inhibitorami kinaz, to kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Nawet gdyby wykonywano dziesięć razy więcej badań usg niż obecnie, i tak by się to opłaciło. Jestem więc za wprowadzaniem mechanizmów biznesowych sprzyjających wykrywaniu nowotworów. Tylko to może spowodować realne zmniejszenie ich liczby w fazie zaawansowania.
Dziękujemy za rozmowę.
* W ostatnim czasie opublikowano wyniki dwóch badań – PISCES i COMPARZ – porównujące pazopanib do sunitynibu. W pierwszym określano tolerancję leczenia i preferencje chorych (70 proc. pacjentów wybrałoby pazopanib, a 22 proc. sunitynib). Drugie oceniało bezpieczeństwo, tolerancję i skuteczność leczenia. Okazało się, że pazopanib jest lepiej tolerowany, ma inny profil działań niepożądanych, a przy tym jest nie gorszy niż sunitynib.
Poinformuj znajomych o tym artykule:
Inne w tym dziale:
- Żylaki. Leczenie żylaków kończyn dolnych. Bydgoszcz, Inowrocław, Chojnice, Tuchola. REKLAMA
- Dziedziczna amyloidozatranstyretynowa – jedna z chorób ultra rzadkich
- Startuje część kliniczna europejskiego projektu przeciwdziałania otępieniu. Lubelska grupa naukowa opracowała autorski protokół badania
- Zatrzymać tsunami chorób neurologicznych, utrzymać postęp w dostępie do leczenia
- Dla neurologa choroby rzadkie to codzienność
- Arytmia uwarunkowana genetycznie może dawać niespecyficzne objawy
- Ablacja zaburzeń rytmu serca u dzieci – o tym warto wiedzieć
- Potrzeby chorych na miastenię zostały dostrzeżone. Od stycznia pacjenci mają faktyczny dostęp do leczenia.
- Na amyloidozę choruje nie tylko pacjent, ale także cała jego rodzina
- Prof. Katarzyna Bieganowska: większość dzieci nie czuje arytmii, diagnoza często jest zaskoczeniem
- Dr n. med. Maria Miszczak-Knecht: u dzieci arytmie mają inne podłoże niż u pacjentów dorosłych
- Wszystkie w tym dziale
REKLAMA
![]() |